28 października, 2020

Dziś parę słów, dlaczego nienawidzę urodzin a tym bardziej prezentów…. moich urodzin i otrzymywania prezentów.

Lata mijają, człowiek teoretycznie staje się mądrzejszy poprzez życiowe doświadczenia. Ja jednak z każdym rokiem utwierdzam się w przekonaniu, że nie broda czyni mędrcem. W moim przypadku tylko przybywa siwych włosów, a problemy neurologiczne sprawiają, że ograniczone mam zdolności poznawcze. To tak w skrócie. W dzieciństwie człowiek wyczekiwał dnia swoich urodzin. Spotkanie z rodziną, wyczekiwanie na prezenty. Któż nie lubi niespodzianek. Moje podejście do tego dnia, zaczął się zmieniać pod koniec szkoły podstawowej. Uczucie braku zrozumienia, czy też niepewność wśród rodziny, o czym tak naprawdę marzę, czy też co chciałbym dostać w ramach prezentu, coraz bardziej mnie zniechęcała. Sam tego doświadczam, myśląc o tym co mógłbym kupić drugiej osobie w tym ważnym dla niej dniu.  Czy wiesz, że świętowanie urodzin ma bardzo długą tradycję? Pierwsze wzmianki pochodzą ze starożytnego Egiptu, Rzymu czy Grecji. Wierzono, że złe duchy mogą zrobić coś złego w tym dniu danemu solenizantowi, przez co dla ochrony spotykali się, by takiego delikwenta ochronić i zapewnić pomyślność na nadchodzący rok… To tak w skrócie, jeśli niczego nie pokręciłem. Z tego też powodu nie uświadczysz świętowania urodzin przez świadków jehowy. Zabawy magią, astrologia to główne zarzuty, wobec tego święta.  Nie mam co prawda takiego podejścia do tego dnia, niemniej jednak jest to warte odnotowania. Patrząc chronologicznie

Dzieciństwo

Strasznie wstydziłem się składać życzenia urodzinowe. Pamiętam, że jednego takiego dnia, zamiast złożyć życzenia, zwyczajnie się ukryłem. Najprawdopodobniej przerosło mnie składanie życzeń w języku niemieckim. Tak przynajmniej to zapamiętałem. Drugą rzeczą, której nienawidziłem to, te przytulanie i pocałunki w policzek. Na samą myśl jakoś się gorzej czułem. Nie dość, że niepewnie to też, w pewien sposób poczucie zagrożenia, czy też przekroczenia moich granic.

Szkoła podstawowa —-> matura

Okres od końca podstawówki do zakończenia liceum był wewnętrznie burzliwy. Parę prób samobójczych zakończonych na przygotowaniach, obyło się bez interwencji osób postronnych. Z roku na rok pogłębiające się przekonanie, że na tym świecie nie ma już dla mnie miejsca. Udana operacja, jaką miałem, stała się powodem wyrzutów sumienia. To uczucie, że świat się pomylił, a moje dalsze życie jest pewnym odstępstwem od przeznaczenia. To chyba jedyne, co w moim odczuciu jest sprzeczne z wszechobecnym przeczuciem, że wszystko jest zapisane i nic nie robimy z własnej woli. Tak, mam takie myśli. Jakaś cząstka mnie, widzi we wszechświecie jeden wielki plan filmowy, gdzie życie, śmierć jest zapisane w przeznaczeniu. Wracając do głównego tematu. Mając z tyłu głowy to przeświadczenie, że już od dawna nie powinno mnie być na tym świecie, dążyłem do autodestrukcji po równej, pochyłej. Coraz mocniej i mocniej odsuwając się od społeczeństwa. W dużej mierze nie rozumiejąc postawy ludzi, czy też tego w jakim kierunku to wszystko zmierza. Mogę śmiało powiedzieć, że wstydzę się tego, że jestem człowiekiem. 

 

Opole —> 2020

Czas nieco spokojniejszy. Jednak nie mogę powiedzieć, że nic się nie działo. Jedna próba, po której trafiłem do szpitala. Wcześniej pół roku w szpitalu w Katowicach. Dotarcie do dna emocjonalnego. Wypalenie, z jakich kolwiek marzeń, potrzeb. Nienawiść do samego siebie urosła do niebotycznych rozmiarów. Permanentne zmęczenie sprawiło, że nie potrafiłem sprostać w wielu najprostszych zadaniach. Od dłuższego czasu nasilają się zaniki pamięci, problemy z koncentracją.  Parę razy w dniu swoich urodzin, zwyczajnie wyjechałem, czy to do Opola, czy też Warszawy. Wszystko po to, by ten dzień spędzić jedynie we własnym towarzystwie. Cztery czy może pięć lat temu, w dniu urodzin postanowiłem zatruć się grzybami. Niestety i ten plan się nie udał… możliwe, że zjadłem za mało grzybów, a może jakimś cudem były jadalne. 

 

 

Ps… muszę pomyśleć nad dłuższym tekstem…

Zapowiedż

Premiera już w kwietniu