Często tak bywa, że gdy podejmuje się jakiejś decyzji, nagle zauważa się plusy tego co się odrzuca. 

Poczynając od zakupu samochodu czy ubrania czy też jak w tytule zjeść ciastko i nadal je mieć. Ostatnio jestem bardzo wyczulony na relacje damsko-męskie.
Stanowczo postanowiłem nie angażować się w jakiekolwiek relacje, a tym bardziej w związek. W tym momencie stałem się wręcz przewrażliwiony filmy, prasa, znajomi wręcz wszystko mówi „znajdź kogoś, związki są super”. Ta cała cukierkowość związków mnie dobija. Wiadomo, życie dalekie jest od takich relacji. Gdy człowiek tak się tego naogląda, czy też nasłucha w pewnym momencie nachodzą tego typu wątpliwości. Zjeść to ciastko czy jednak je zostawić. Jestem dosyć dziwnym człowiekiem. Chodzi głównie o to, że te wszystkie „podchody” strasznie mnie męczą. Przez co, bym kiedykolwiek się z kimś związał jakimś cudem musiałbym przeskoczyć etap „randkowania”, na ten z planowaniem wspólnego mieszkania itp.  Powiedz jeśli się mylę, jednak w moim mniemaniu w związku ważne są rozmowy, wspólne mieszkanie itp. Mnie takie coś stety / niestety męczy. Są jednak chwile gdy tego brakuje. Zastanawiam czy można być w związku bez tej otoczki związanej z chodzeniem i jednocześnie pozostać samotnikiem. Zdarzały mi się relacje, które po czasie mógłbym nazwać masochistycznymi. Co to oznacza? nawiązywanie relacji z osobami chemicznymi tylko po to by samego siebie ukarać, nie wiadomo za co. Poczuć się upokorzonym. A później ludzie ratujcie, jaki to ja biedny. Alienowanie się od świata sprawia, że wkurzają mnie coraz to mniejsze drobiazgi. Długie przebywanie z ludźmi mnie męczy, przez co też coraz częstsze problemy z pamięcią i chaotyczne myśli.  Jak to zrobić, być w związku a jednocześnie by było tak jak teraz. Rano do pracy, a po powrocie cisza, pusty dom i spokój że nikt o nic nie będzie pytać.

Ps. Myślę że ostatnie 3 lata sprawiły to, że wyleczyłem się z chęci bycia w związku. Czasem jednak ta potrzeba daje o sobie znać i wówczas robię naprawdę głupie rzeczy.