Głupio się przyznać, jednak od dzieciństwa miałem awersję do pisania listów. Postanowiłem nieco wrócić do czasu gdy takowe się pisało i nawiązać listowną relację.

Droga Aniu

 

Postanowiłem zebrać myśli i napisać list.  W mej głowie jest wiele zwątpienia a każdy nowy dzień staje się walką o kolejny oddech. Listy są dla mnie rzeczą ważną, by wyrzucić z siebie to wszystko co mnie dręczy, czy też leży na wątrobie. Na wstępie chciałbym przeprosić, że obarczam Cię tym wszystkim. Jest to jednak moja brzytwa i ostatnia deska ratunku w jednym. Muszę w końcu przyznać sam przed sobą… przegrywam życie. Robię to na w sumie na własne życzenie. Nie oczekuję litości, łagodnego traktowania tylko dlatego że w każdej chwili mogę wskoczyć pod pociąg. Muszę stawić czoła swym demonom, naprawić popełnione błędy. Nie znam twojego dokładnego adresu i czy w ogóle to przeczytasz. Opublikuję jednak te listy, by poruszyć temat ludzi niewidzialnych. Nie mówię w tym momencie o bezdomnych, bo czasem tak się o nich mówi. Zależy mi by polepszyła się jakość życia osób, zmagających się sami z sobą. Jak wiele jest ludzkich tragedii, dziejących za zamkniętymi drzwiami. Ile osób odeszło z tego świata w przekonaniu o tym, że to co ich spotyka jest z ich winy. Nie nauczyliśmy się mówić szczerze. Często nawet nie rozmawiamy. Rodzice z dziećmi, partnerzy. Mówimy, a jednak nie rozmawiamy. Tylko mówimy, dla samej czynności rozmowy. Tak więc mam nadzieję, że to pozostanie moim przesłaniem, gdy choć jedna osoba, po przeczytaniu tych słów postanowi podjąć walkę o własne życie. Jesteś zła że publicznie wyznam swoje brudy ? Wciąż przypomina mi się cytat:

Moja pani! Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie to ani moralne, ani uczciwe.   – Gabriela Zapolska „Moralność Pani Dulskiej”

Zgadzam się z grafiką. Wiele osób będzie miało pożywkę, by plotkować, czy obgadywać za plecami. Jednak w tej chwili nie ma to już żadnego znaczenia. Nie mam siły na to by się dłużej bać własnego cienia. Nie potrafię się rozluźnić. Siedzę na beczce prochu, nie znam dnia i godziny gdy ta beczka wybuchnie a ja razem z nią. Zasypiam i budzę się z jednym pytaniem… dlaczego wciąż żyję? Zrobiłem wiele by być zapomnianym, by rodzina mnie znienawidziła a jednak… nic takiego się nie dzieje, tylko w głowie wciąż te same myśli… jesteś nikim, beznadziejnym leniem, strachliwą beksą, który nie potrafi sobie znaleźć dziewczyny na randkę a co dopiero by być z kimś na stałe. Każdego dnia umieram, zaczynam się ciąć, by choć przez chwilę poczuć ulgę… dobranoc… napiszę jutro kolejny list…

 

Drogi czytelniku, gdy czujesz, że życie cię przygniata. Wali się cały świat. Postaraj się zebrać myśli, napisz list, pamiętnik cierpienia. Gdy będzie bardzo źle, daj go bliskiej sobie osobie, porozmawiaj. Jeśli nie widzisz takiej osoby, w swym otoczeniu, porozmawiaj z całkiem obcą osobą. Wydrukuj list, pamiętnik przekaż jeden egzemplarz. A drugi kawałek po kawałku, spal. Ważne by uwolnić łzy, pozwolić by płynęły.

 

 

Marcowe spotkanie.

Obiecałem rudej, spotkać się w marcu.
Jak przed laty; usiądziemy na ganku.
Oczy zielone, wypatrują gdzieś w dal.
Jesteś, lecz nie ma nas.

Ręce splecione powietrzem.
Przytulam chłodny wiatr.
Łzy spływają po policzkach,
gdzieś tam w środku; utknął głos.

Tylko wiatr powtarza;
jesteś, lecz nie ma nas.
Obiecałem wyruszyć w dal.
Teraz już jestem…ciebie nie ma…
pozostałem sam

Obiecałem rudej spotkać się w marcu.
Już wkrótce, już niedługo.
Pójdziemy przed siebie,
pójdziemy w nieznane.
Tak jak wtedy było obiecane.