5 luty

 

               Myślę, choć dzisiaj to brzmi jak ogromne osiągnięcie. Od samego rana, oczy same się zamykają. Tym bardziej że musiałem wstać do pracy wcześnie. Zasypiam na stojąco. Z jednej strony to dobrze, mogłem udawać, że to, co mnie otacza, do mnie nie dociera. Nie wiem, czy bym czegoś nie wygarnął, powiedział trzech słów za dużo. A tak, mogłem sobie odpuścić. Choć nie, nie byłem wyluzowany. Bardziej niż jakiś uparty, osioł. Nieco nadęty. Nie ruszaj co moje, nie dotykaj mnie. Mów sobie co chcesz, to mnie nie obchodzi. Gdy mnie ruszysz, będę gryzł. Taki oto obraz mnie, dzisiaj muszę przedstawić. Mam ogólnie problem, jeśli chodzi o emocje. Tak, o tym już wcześniej pisałem. Z jednej strony pragnienie, by być opanowanym. Wręcz chciałem, by być jak robot, nieczułym, zimnym draniem. Z drugiej strony, jestem takim analfabetą. Większość z tego, co odczuwam, pochodzi z zewnątrz. Od ludzi, książek, filmów. Gdy jestem wystarczająco długo sam. Zapadam się w taką czarną dziurę. Sam wówczas się zatracam w tym co czuję. Ta dziura sprawia, że czuję fizyczny dyskomfort. Ciężar na klatce piersiowej narasta. Czasem, przypomina o sobie, każdy skrawek ciała. Każda komórka pragnie uwagi. Wówczas, gdy wychodzę do świata, następuje eksplozja. Gorąco uderza, nadmiar bodźców zalewa. W głowie spustoszenie sieje tornado myśli. Są chwile, gdy napada mnie nagła i silna potrzeba płaczu. Nie jest ważne jaki powód, nawet źle zawiązany but, potrafi sprawić niezły mętlik. Empatia. Kiedyś wierzyłem, że potrafię dobrze wyczuć emocje drugiego człowieka. To było kiedyś, teraz? Mam wrażenie, że stałem się takim narkomanem emocji. Szczególnie tych skrajnych, negatywnych. Wówczas wiem, że żyję, że to, co się dzieje, jest na miejscu, adekwatne. Brońcie narody, gdy zrobię coś od siebie. Coś, co powinno sprawić, taką wewnętrzną dumę i radość. Może i przez pewien czas, jestem wesoły. Zdarza się, że wpadam w radosną skrajność. Objawiającą się nadmierną gadatliwością, wydawaniem pieniędzy, czy garnięciem się do ludzi. To jednak szybko mija, dostaję kilofem w głowę. Spadam. Do ciała zaczynają wkradać, się parszywe emocje. Myśli krążą wokół śmierci. Nie zasługuję, na radość… To tkwi w mojej głowie, niczym ten kilof.

 

 

Człowiek taki już jest. (…) Zastępuje strachem większą część swoich emocji.

 

Paulo Coelho

„Weronika postanawia umrzeć”