4 Luty

Tradycją stały się poniedziałkowe spotkania na terapii. Rozmowy o postępach w życiu, emocjach czy potrzebach cielesnych. Z tygodnia, na tydzień. Są dni, gdy myślę, że już niczego więcej nie osiągnę. Mija kolejny tydzień i przekonuję się, że jeszcze wiele jest przede mną. Wielu spraw nie przeskoczę. Choćbym się nauczył stać na uszach. Choćbym nie wiem, ile lat walczył sam ze sobą. To i tak będzie poza moim zasięgiem. Zdążę się zestarzeć, gdy obudzi się we mnie silna potrzeba bycia w związku. Czy może na starość wystarczająco dorosnę, by choć spróbować. Seksualność, jak i problem radzenia sobie z emocjami, jest głównym tematem rozmów podczas sesji. Przyszedłem ze świadomością, przekonaniem że tego nie potrzebuję. Życie toczy się swoją drogą, a ja wciąż przekonuję wszystkich wokół, jak i siebie samego. Myślę, że przekonanie otoczenia idzie mi całkiem dobrze. Gorzej z organizmem, czy podświadomością. Odkąd pamiętam, pragnąłem być Asem. Nie czuć popędu, bliskości, czy emocji z tym związanych. Czasem marzeniem było stanie się taką maszyną bez uczuć. Swoją drogą pokochałem postacie takie jak Hannibal Lecter. Ideał, jaki chciałem być, inteligentny, opanowany i w mojej ocenie nieźle radzący sobie ze swoimi emocjami. Tak więc od czasu szpitala, powoli burzy się mój wizerunek osoby, pozbawionej tego wszystkiego, czego od tak dawna pragnę się pozbyć. W drodze powrotnej z Katowic wydarzyło się coś niepokojącego. Otóż praktycznie naprzeciw mnie, usiadła pewna młoda dziewczyna. Blada, niepewna, miałem nieodparte wrażenie, że o coś za chwilę poprosi, czy coś się wydarzy. Oczy co chwilę skierowane w moją stronę, sylwetka z każdą chwilą coraz mocniej się zapadała. Nie wiedziałem co zrobić. Czułem, że potrzebuje pomocy, tylko jak to zrobić? Co, jeśli to atak paniki, czy może jakaś nieznana mi choroba? Jestem niezdarny i nieogarnięty. Większość razy, gdy próbowałem pomóc, efekt był odwrotny od zamierzonego. Na szczęście dziewczyny siedzące obok, pomogły. Zwróciły się o pomoc do konduktora, a ten skontaktował się z ratownikami medycznymi. Dziewczyna, choć zdawało się, że za chwilę zasłabnie, dojechała do Zabrza. Tam już czekała na nią mama, jak i też ratownicy medyczni. Myślę, że nie zapomnę tego spojrzenia. Czuła, że coś się zaczyna dziać, zaczęła szukać czyjejś pomocy. A może to moje spojrzenie, sprawiło, że atak się nasilił? Trudno mi w tej chwili ocenić. Dotarłem do Sośnicowic stosunkowo późno. Podszedłem na małe piwo, które po całym dniu chodzenia, zwyczajnie ścięło mnie z nóg. Czy to przewidzenie, czy może faktycznie tam był. Gdy zbliżałem się do domu, zmęczony i nieco podcięty alkoholem. Na polu gdzieś w oddali zobaczyłem lisa. Ten podobnie jak ja przystanął, i mi się bacznie przyglądał. Ciekawi co zrobimy, wpatrywaliśmy się tak w siebie przez pewną chwilę. Dzisiejsze wydarzenie z pociągu sprawiło, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad mijanymi na ulicy ludźmi. To, co kieruje ich życiem. Co cieszy, smuci, czy mają codziennie ciepły posiłek. Może jest wszystko w porządku, a co jeśli utrapienia i problemy sprawiają, że pragną uciec? Wcisnąć magiczny wyłącznik życia? Nie potrafię sobie wyobrazić, tego ogromu ludzkich spraw. Tyle możliwości spojrzenia na świat. W jednym z opowiadań poruszam temat ludzi, a może ludziach zapisanych w historii. Co, jeśli każdy moment ma swoje miejsce, do którego można wrócić i na nie spojrzeć? Czasem widzę, oczami wyobraźni, sylwetki i dusze istot minionych epok.

 

 

„Każdy dzień jest kawałkiem historii, nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca.”

José Saramago