Grudzień za pasem. Postanowiłem napisać parę słów podsumowania. Wszystko co się działo ze mną od czasu wyjścia ze szpitala.

Wrzesień…

Na początku września byłem pełen optymizmu. Choć pod skórą miałem sporą dozę lęku, w jaki sposób będą wyglądały kolejne miesiące. Nadzieja, że uda się skupić na tym co trzyma mnie przy życiu. A z drugiej strony, każda historia, która pojawia się w moich snach, daje niezłego kopniaka emocjonalnego. Już od dłuższego czasu przejawiam pewien styl życia, związany właśnie z emocjami. Mianowicie gby biorę leki, jedyne emocje są cudze, zaczerpnięte z oglądanych filmów, seriali czy od czasu do czasu napotkanych osób. Bym zapomniał, 4 września były również moje 29 urodziny, jestem mocno zdziwiony, że do tego wieku dożyłem… naprawdę.

 

Październik i listopad.

Te dwa miesiące minęły sam nie wiem kiedy. Nie potrafię się ogarnąć, wstaję czasem tylko po to by na chwile odsłonić roletę w oknie, chwilę posiedzieć na komputerze i wracam spać. Życie pasorzyta, bez pomysłu i siły na to by być kimś. Z każdym dniem, myśl o powrocie do pracy w styczniu przyprawia mnie o ból głowy i napady lęku. Postanowiłem odciąć się od Facebooka, chociaż na grudzień, może uda mi się ukończyć zbiór opowiadań. Nie mam siły, a w głowie tylko jedna myśl… Dobranoc

 

Na wieczność… Życie samemu dla siebie, gdy wszystko co się kreuje, trafia w próżnię… Kończę z fotografią. Wszystko co sprawiało radość, męczy, przyprawia o ból… Poukładać swoje sprawy i wrócić do blogowania na poważnie, może poprzez mozolne prace uda się przetrwać kolejny dzień…