Tyle różnych pomysłów, na to co robić po wyjściu ze szpitala. Tylko nic po nich nie zostało. Te całe planowanie… i nic.

Wegetuję, to słowo najlepiej oddaje to co się ze mną dzieje. Tyle sprzecznych emocji, a ja utkwiłem gdzieś w czarnej dziurze. Dni mijają, a ja żyję dosłownie jak taki mały pasożyt. Cieszę się, że emocjonalnie jestem stabilny. Nie jest to co prawda coś o czym marzyłem, jednak jest w miarę spokojnie. Mógłbym się rozwijać, pisać. Robić to wszystko o czym podobno marzę od wielu lat. Jednak nic takiego się nie dzieje. Zatruwam powietrze wkoło, udając wielce zajętego. Jedyne co potrafię robić, to gapić się w ekran komputera, zastanawiając się co dalej. Komputer stał się tym czarnym punktem na suficie, gdy chandra dopada. Nic się nie chce robić, czas upływa coraz szybciej. Codzień wracam do pustej kartki, starajac się zebrać myśli i spisać swoją historię. Z drugiej strony, codzień wracam do myśli by z tym wszystkim skończyć, złoty strzał i po krzyku. Sam nie wiem. Czy to wołanie o uwagę ? bardzo prawdopodobne. Moja twórczość, czy też to co nią nazywam. Wciąż mam wrażenie, że ludzie nie mówią szczerze co sądzą o tym co i jak tworzę. Już nie chodzi o wiersze (słowa w moim mniemaniu, ułożone w wiersze), czy też fotografie. Każde słowa, są po prostu, by nie urazić. Choć wiem, jak kiepsko to wszystko wygląda, nie potrafię na tym poprzestać. Od czasu do czasu, wyrywając się gdzieś, by napisać, czy porobić parę zdjęć. Marzyłem by móc skupić się jedynie na pisaniu. Kreowaniu światów. Czy teraz, po miesiącu od wyjścia, nadal o tym śnię ? Coraz bledsze są moje marzenia, coraz silniej pragnę zasnąć. Chyba zbyt mocno jestem uzależniony od emocji, cudzych. Te wszystkie myśli, obrazy, od których każdego dnia boli głowa. Wszystko to a w środku, gdzie powinno być serce… ogromna, zimna dziura. Słucham więc muzyki i zastanawiam się co z tą pustką zrobić. Jak można żyć, czując do siebie tak ogromną nienawiść. Krótkie rozmowy ze mną, które do niczego nie prowadzą. Ehhh, ostatnia próba. Skoro listopad jest miesiącem pisania, ostatni raz spróbuję… a jeśli nie? to i tak mało istotne.

Pozostanie jedynie pustka…