Dziś była pełnia księżyca, 3 dzień bez leków…

Trochę złowrogo to brzmi, bez obaw… Trochę o śnie w dniu po nocy w pełni księżyca. Przed chwilą się obudziłem i pragnę szybko uchwycić najważniejsze elementy przerażającego snu w jakim byłem… Całą noc byłem pobudzony, nie mogłem zasnąć. przesiedziałem więc przed komputerem by zająć jakoś myśli. Chciałem uciec przed paranoicznymi wizjami. Trochę żyje we własnym umyśle analizując wszystko co się może wydarzyć.Dzisiejszej nocy gdy próbowałem zasnąć i w śnie, który miałem przez ostatnie 2 godziny nawiedził mnie paranoiczny lęk. Chciałbym się teraz skupić jedynie na tym co mi się śniło, bo cały się po nim trzęsę.

 

Na początku jechałem z grupką osób, w tym moi rodzice. Jechaliśmy na rowerach, w środku lasu. W chwili gdy dojeżdżaliśmy do skrzyżowania, o dziwo z wbudowanymi barierkami zamykającymi obie drogi. Pieskowi biegnącemu jak do tej pory szczęśliwie obok mnie. Jakimś dziwnym trafem urwało głowę. Tata jedynie zawołał, bym szybko go gdzieś schował. Nie chciał by, przypadkiem dzieci go w takim stanie widziały. Jechały za nami nieco wolniej. Gdy tak próbowałem coś zrobić, z tym martwym pieskiem. Pojawiłem się w okolicach swojego domu. Wszystko było trochę przejaskrawione. Kolory świata, jak i zachowanie ludzi. Wszystko takie cukierkowe. Poczułem, że jestem świadomy, jakbym oglądał film a nie spał. Co jakiś czas przenosiło mnie w dwa osobne miejsca. Dziwnego zakątka w lesie, czy do szpitalnych korytarzy. Wszystko było jak matrix. Jawa mieszała się ze snem. Próba walki z systemem, sprawiła jedynie… że w końcu mnie dostrzegł i postanowił się bronić. Najbardziej z tego wszystkiego przeraziło mnie realne uczucie gdy “obudziłem” się w tym szpitalu a jacyś ludzie wbijają mi w kręgosłup jakieś wiertło. Czułem realnie ten ból, jak płyn zbiera mi się w ustach o posmaku krwi. Tępy ból i zawroty głowy. Próbowałem się z tego wyrwać. To że gdy już to zrobiłem i potrafiłem jednak chodzić sprawiło, że nieco się uspokoiłem. Ucieczka na nic się nie zdała, wlokłem się po piwnicach szpitalnych wchodząc od jednej sali operacyjnej do drugiej. Wszędzie widząc podobny widok. Pielęgniarki krzątające się przy zakrwawionym łóżku operacyjnym, a na nim wyschnięte zwłoki, czy jeszcze ledwo żywy człowiek. Wizja szpitala mieszała mi się z pobytem w pewnego rodzaju domu. Teraz powoli zaczyna mi się to zamazywać, deszcz skutecznie mnie odciąga i sprawia, że zanikają kolejne elementy układanki. Raz się przebudziłem i słyszałem, że rodzice jadą na zakupy. Wrócił jednak ten sen i teraz siedzę i się trzęsę. Nie o wszystkim napisałem, jednak tak na szybko chciałem zapisać najważniejsze. Gdy będzie czas, postaram się w szczegółach opowiedzieć co się ze mną działo, bo nie mogę o tym opowiedzieć, to było takie realne.

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj