W szpitalu to czas pożegnań jak i powitań. Dziś mam swój półmetek pobytu na oddziale. 

Przez ostatnie kilka dni, rozmyślałem co powiedzieć, i czy czegoś nie zapomnę. Funkcjonuję jakoś w tej rzeczywistości,  dostrzegany jedynie fizycznie. Pomimo pobytu w szpitalu psychiatrycznym, czuję że jakoś nie mam siły i chęci do powrotu do rodzinnej miejscowości. Ne powrót czuć się jak trędowaty, spełniać czyjeś wyobrażenie tego kim powinienem być, czy jak wyglądać. Nie wiem w takim razie, gdzie jest miejsce dla mnie. Kim jestem. Zamiast zachowywać się adekwatnie do wieku, coraz bardziej, przypominam rozwydrzonego bachora, który musi zwrócić na siebie uwagę. Boję się, że nie dotrwam do końca roku. Myślę o śmierci, a nie chcę straszyć, stracić osób mi bliskich. To może się zdarzyć, ale nie musi. Śpiący jestem. Do końca dnia może coś dopiszę.

Chciałbym wypromować swoją twórczość, dotrzeć do jak największej społeczności, czytelników. Zgromadzić środki na rozwój, jednak to wszystko jest takie nierealne.

PS. Wieczór, tak więc dopisuję. Dzisiaj była „godzina szefa”, czuję ogromny zawód… To że nie wymyśliłem nic ciekawego. Trochę inaczej, pomysł wydawał się kreatywny i ciekawy, jednak nie spotkał się z entuzjazmem. Never mind. Muszę brać leki na uspokojenie, by jakoś funkcjonować. Nosi mnie, a z drugiej strony nieodparta potrzeba by płakać. Nienawidzę tej bezsilności i tego że coraz częściej się rozklejam. Wołam coraz częściej i głośniej by zwrócić na siebie uwagę, by po chwili zniknąć i zamknąć się w sobie.

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj