Ciałem jestem, w świecie tym.

Skorupa, pusta węgielna.

Dusza ma, w jeziorze obrzydzenia,

Dąży do wyspy osamotnienia.

Na skraju przepaści,

Jeden krok, jedna chwila.

Pozostawie po sobie różę.

Pragnę unicestwienia…

Z głębi spoglądam na świat.

Wokół mija mnie świat.

Jestem nieproszonym gościem,

sępem poranionym.

Mów do mnie jeszcze,

Choć słowa ulatują w przeszłość.

Pragnę miłości, chociaż byliśmy razem…

Ja wciąż tkwię na tej wyspie osamotnienia.

A skorupa, przemieszcza się,  na skraju czasu.

Kroplą atomu, syzyfem egzystencji.