Przypominam o możliwości wzięcia udziału w projekcie. Więcej szczegółów znajduje się w poście (Rozmowy blogera). Osoby zainteresowane proszone są o kontakt poprzez mój fanpage, komentarz pod rozmową, oraz poprzez dołączenie do grupy na facebooku. Powstała również galeria rozmówców 🙂 Dzisiaj pragnę zaprosić na moją czwartą rozmowę… życzę inspirującej lektury.

Karol Michalik:  Dziękuję za zainteresowanie projektem. Tak jak obiecałem, po rozmowie podeślę link do zbioru prac „To było i jest”. Proszę byś powiedziała kilka słów o sobie, skąd jesteś, i czym się obecnie zajmujesz.

Aleksandra Zimnik: Dziękuję za zaproszenie do projektu, z ochotą odpowiem na zadane pytania. Opisuję się jako osobę bezsprzecznie niepoukładaną, ale szczęśliwą w tym całym dysharmonijnym świecie. Jestem kobietą spełnioną, typową matką polką z nietypowym podejściem do schematów, w jakie wpisuje nas życie. Mieszkam w niewielkiej mieścinie na peryferiach aglomeracji katowickiej zwanej Myszkowem. Zajmuję się domem, siedmiomiesięcznym szkrabem, a przy okazji, a może i przede wszystkim, nowo otwartą restauracją, którą uruchomiliśmy pod koniec zeszłego roku wraz z mężem i moimi rodzicami.

K.M.: Nietypowym podejściem do schematów? Możesz rozwinąć?

A.Z.: Bo widzisz, wspominałam o dysharmonijności świata. Niespójny jest obraz dzisiejszej kobiety – z jednej strony wymaga się od niej, by była wzorową matką, wyśmienitą gospodynią, dbającą o ład, porządek i ciepłe posiłki każdego dnia, a z drugiej strony tyle się mówi o ścieżce samodoskonalenia, o drabinie, po której powinnyśmy się – my kobiety – piąć do sukcesu. Jeden schemat przeczy kompletnie drugiemu, ja jednak staram się to pogodzić, nie zatracając się w swoich ambicjach. Każdego dnia, o każdej porze mam zakodowane w głowie, że to rodzina jest najważniejsza i nie mogę robić czegoś kosztem czasu, jaki mogłabym spędzić z moją córką. W mojej głowie krążyły myśli o opiekunce do małej, jednak sukcesywnie walczę z tym, by zachować hierarchię wartości i mimo życia, które wymusza na nas gonitwę za sukcesem, chcę by moim największym sukcesem nie były profity płynące z otwarcia restauracji, a wychowanie córki w cieple rodzinnego ogniska.

K.M.:  Poznałaś genealogię swojej rodziny ?

A.Z.: Chyba jestem lekkim ignorantem, jeżeli chodzi o korzenie mojego „rodu”, chociaż nie powiem – miałam kilka podejść, by dowiedzieć się czegoś więcej o swoich przodkach. Wraz z moją mamą systematycznie uzupełniamy drzewo genealogiczne sięgające do trzeciego/czwartego pokolenia wstecz (to jest raptem jakieś 100 lat historii rodziny, a więc niewiele, zbyt mało…)

K.M.:  Wiele osób nie zna swoich dziadków, więc nie jest to tak mało. Myślałaś by stworzyć taki album z genealogią rodziny ?

A.Z.: Obecnie żyję przyszłością, nie przeszłością. Ledwo starcza mi czasu, by zatrzymać się na chwilę i odprężyć przy dobrej książce lub wyskoczyć z mężem do kina, dlatego jestem na etapie odejmowania sobie obowiązków i zobowiązań, zamiast ich dodawania. Pewnie kiedy moja córka pójdzie do przedszkola, a mój lokal będzie miał już ugruntowaną pozycję na rynku, to o tym pomyślę, bo uważam, że warto znać korzenie, z których się „wykiełkowało”, a tworzenie takiego albumu musi być niesamowicie interesującą przygodą. Moja mama zapoczątkowała tworzenie takiego albumu – ja pewnie w przyszłości będę jego kontynuatorką.

K.M.:  Rozmawiałaś ze swoimi rodzicami / dziadkami o ich wspomnieniach ?

A.Z.: Oczywiście, że tak. Jeżeli dziadkowie nie zanudzają, tylko „sprzedają” swoim wnukom ciekawe historie z dalekiej przeszłości, to tego typu opowieści są niesamowitą skarbnicą wiedzy o tym, co było, w jaki sposób zmienił się nasz świat, jaka była mentalność 70 lat wstecz. Do dziś pamiętam historię początków miłości moich dziadków, która to pokrótce przedstawia się następująco: moja babcia, wówczas młodziutka i naprawdę piękna kobieta, była w wieloletnim związku i planowała ślub, jednak jej wybranek musiał odbyć zasadniczą służbę wojskową. W tym momencie na pierwszy plan wychodzi mój dziadek, który pojawia się znikąd i rozkochuje w sobie do granic możliwości moją babcię (mimo iż plany rodziny i jej samej były zupełnie inne). I teraz scena najważniejsza, o której jako wnuczka czuję się zobligowana pamiętać: w jednym koncie pokoju narzeczony z kwiatami, w drugim koncie mój dziadek z kwiatami, a po środku tego całego balastu moja babcia dokonująca wyboru. Wybrała to, co nieznane i już po trzech miesiącach stała się żoną mojego dziadka. Nie znali się, a mimo to spędzili ze sobą w zgodzie i miłości 50 lat. I to jest piękne.

K.M.: A jakie są Twoje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa?

A.Z.: Miałam to szczęście, że spędziłam swoje dzieciństwo w wiejskiej miejscowości, gdzie największą rozrywką dla dzieciaków była gra w piłkę, wędrówki po lesie czy radosne harce z psem, kotem i innymi futrzastymi domownikami. Co pamiętam z lat najwcześniejszych? Las. Rower. Kosz. A w tym koszu ja. Kierował tata. To dzięki niemu poznawałam różne sporty i piękno przyrody. To zaskakujące, jak wiele wspomnień przemknęło przez moją głowę, gdy zaczęłam się zastanawiać nad tym pytaniem, a mimo to najbardziej wyraziste stało się tylko to jedno. To, w którym byłam naprawdę szczęśliwa, a zarazem tak strasznie maleńka, bowiem miałam może ze trzy latka.

K.M.: Masz kontakt ze znajomymi z dzieciństwa?

A.Z.: Tak. Bywa różnie, ale mam przyjaciółkę, którą znam odkąd skończyłam 6 lat. Mimo że od naszego poznania się minęło ponad 20, to jakoś dajemy radę ciągnąć tę naszą znajomość. Bywają różne chwile lepsze czy gorsze, bywałyśmy na różnych zupełnie innych etapach życia, a jednak i jedną, i drugą ciągnie do siebie, co na pewno wiąże się z tak wielkim bagażem wspólnych doświadczeń. Były kłótnie, były nieporozumienia, lecz mimo to każda z nas wie, że życie ma się tylko jedno i żadna z nas nie chce go spędzić w pojedynkę z dala od drugiej. Inni odeszli. W sensie metaforycznym. Nasze drogi po prostu się rozeszły. Przetrwały jednak przyjaźnie z liceum czy z późniejszego dzieciństwa, z czego się ogromnie cieszę. Jestem jednak tradycjonalistką i cenię sobie starych, dobrych przyjaciół, trudno obdarzyć mi zaufaniem nowo poznane osoby, w ich towarzystwie nie czuję się tak dobrze, jak przy osobach, które znam na wylot.

K.M.:  A jaki masz kontakt z rodziną?

A.Z.: Powiadają, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. I owszem, w jakimś stopniu mogę się zgodzić z tym twierdzeniem, bo wielokrotnie mogłam liczyć na pomocną dłoń prędzej ze strony znajomych niż rodziny, ale jest paru ludzi, na których zawsze mogę liczyć. Mam bliskich, których zawsze będą bliskimi. W towarzystwie których czuje się znakomicie, a kiedy długo się nie widzimy, dotkliwie odczuwam ich brak. Mam rodziców, którzy są dla mnie zaraz po rodzinie, jaką sama zbudowałam, najważniejszymi osobami na świecie i nie mogłabym z nimi mieć złego kontaktu, bo nawet jeżeli się kłócimy, to jeden nie może żyć bez drugiego dłużej niż to konieczne, by załagodzić konflikt.

K.M.: Co sądzisz o posiadaniu rodziny?

A.Z.: Mam i każdemu polecam. Nie ma nic piękniejszego. Naprawdę. Jestem idealnym przykładem. Zawsze czegoś szukałam, nigdy nie czułam się do końca spełniona. Nie wiedziałam, kim jestem i kim chcę być. Pisarzem? Dziennikarzem? PR-owcem? Dzisiaj wiem, że to, jaki zawód wykonujesz, nie klasyfikuje cię jako człowieka. Twoją osobowość kreuje rodzina. I ja – zawsze pesymistka, która mimo że powinna być szczęśliwa, to nigdy nie była – nagle zaznałam szczęścia bezgranicznego. Szczęście nosi imię mojej córki i nic nie równa się z radością, jaką odczuwam podczas zabaw z nią.

K.M.: Pasje / hobby co lubisz robić w wolnym czasie?

A.Z.: Tak naprawdę odkąd pamiętam najbardziej relaksuję się tylko przy jednym, czyli przy pisaniu. Jestem w trakcie pisania drugiej książki i chciałabym bardzo, by podobnie jak „Sudaz” ujrzała światło dzienne, ponieważ darzę ją szczególnym sentymentem. Nie mam tego czasu wolnego ostatnio prawie w ogóle, a jednak mimo wszystko staram się znaleźć jedną chwilę na napisanie chociażby krótkiego rozdziału. To jest coś, przy czym najbardziej odpoczywam i nie ważne czy dany tekst kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, czy tylko spocznie spokojnie w pliku „teksty”, czekając na swoją kolej na publikację, która może nigdy nie nadejść. Drugą pasją, nie mniejszą, były dla mnie zawsze zwierzęta. Nawet chciałam z nimi związać swoją ścieżkę kariery, wybierając zawód weterynarza, a jednak zawsze stało na przeszkodzie „słowo”, które było ważniejsze. „Słowo”, które spowodowało, że związałam swoje wykształcenie z filologią polską.

K.M.: Sudaz? O czym jest i gdzie jest dostępna?

A.Z.: To książka fantastyczno-przygodowa dostępna jedynie w sprzedaży internetowej. „Sudaz” pojawił się na rynku we wrześniu ubiegłego roku po wielu „przebojach” z wydawcą. Dziś żałuję, że związałam się z tym wydawnictwem, a nie innym, które również było zainteresowane wydaniem dzieła, ale człowiek uczy się na błędach. Następna książka na pewno zostanie wydana pod szyldem innego wydawnictwa, o ile oczywiście do tego dojdzie. Nie odbiegając za bardzo od pytania – „Sudaz” to powieść o pewnej mocno skrzywdzonej przez los dziewczynie, która mimo przeciwności losu potrafi znaleźć w sobie siłę i odwagę, by odkryć odpowiedź na pytanie, dlaczego straciła wszystko. W świecie pełnym niebezpieczeństw, nadprzyrodzonych zjawisk i niepewnej przyszłości, odkrywa, że dysponuje zdolnościami metafizycznymi, które wcale nie są jej wybawieniem, lecz potępieniem. Laura, bo tak owa dziewczyna ma na imię, zrobi wszystko, by móc normalnie żyć. Wyrusza na wyprawę, która doprowadzi ją do zupełnie innego świata, gdzie nic nie jest zbadane, a magia wypełnia każdy zakamarek świata, do którego trafia. By dowiedzieć się więcej, zapraszam na mój fanpage.

K.M.: Ścieżka kariery, co miało wpływ na wybór kierunku ?

A.Z.: Nawiązując do tego, co odpowiedziałam w poprzednim pytaniu – chciałam być dziennikarzem, filologiem, kimkolwiek związanym ze „słowem”. Ba, dodam więcej: już w szóstej klasie tworzyłam teksty piosenek, a w gimnazjum byłam entuzjastką krótkich opowiadań. Już w wieku 10 lat wiedziałam, że kiedyś napiszę książkę. I mimo że są setki ludzi bardziej „piśmiennych” ode mnie, to była jedyna rzecz, w której czułam się zawsze dobrze. W zasadzie dalej się czuję, wiem, że „słowo” potrafi zmienić przyszłość. I ja pragnę zmienić tę przyszłość na lepsze właśnie dzięki „słowu”.

K.M.: Teraz gdy twoja praca związana jest z restauracją, nie myślałaś by założyć bloga? O słowie, rodzinie?

A.Z.: Nie mam na to czasu. Po prostu nie chcę jeszcze więcej brać na swoje barki. Poza tym miałam już kilka podejść do bloga, ale zawsze stało na przeszkodzie jedno – nie potrafiłam się publicznie uzewnętrznić. Bo co innego jest pisać o bohaterach całkowicie wymyślonych, którzy czasami mają jakieś pojedyncze cechy, jakie mam ja sama, a co innego jest uzewnętrzniać swoje myśli, emocje, odczucia… Nie jest to dla mnie, nie potrafię dzielić się swoją prywatnością.

K.M.: Jakie umiejętności są niezbędne w Twoim zawodzie?

A.Z.: Najpierw musimy określić moją klasyfikację zawodową. W skrócie: byłam dziennikarzem, autorem tekstów, copywriterem, urzędnikiem państwowym, właścicielem firmy, marketingowcem, a aktualnie jestem (i pewnie już zostanę) menedżerem lokalu gastronomicznego. W obecnym zawodzie na pewno przydają się moje umiejętności związane z filologią polską i doświadczenie zdobyte na poprzednich stanowiskach, ale w szczególności liczą się takie cechy osobowości, jak: komunikatywność, otwartość do klientów, zaangażowanie, pomysłowość i umiejętność ogarnięcia kilku rzeczy na raz przy siedmiomiesięcznym dziecku. 😉

K.M.:Czy to gdzie pracowałaś ma jakieś cechy wspólne ?

A.Z.: Prawie wszystkie profesje, które wykonywałam były związane z promocją, PR-em i wspomnianym wcześniej „słowem”. Chyba jedynie stanowisko urzędnika było pozbawione cech kreatywności i twórczości,  stąd – mimo że miło wspominam tamten czas – nie widzę dla siebie przyszłości w samorządzie.

K.M.: Czego się nauczyłaś z poprzednich miejsc pracy ?

A.Z.: Tego, że każdy jest kowalem swojego losu. Do wszystkiego trzeba dojść samemu, nie ma taryfy ulgowej dlatego, że ktoś jest kobietą czy ktoś ma słabszy dzień. To my sami piszemy dla siebie scenariusz i naprawdę nie rozumiem osób, które narzekają na swoją pracę, przeklinają na swojego szefa, a nie stać ich, by postawić wszystko na jedną kartę i zmienić swoje miejsce pracy. Może się wydawać, że ja zmieniałam te miejsca za często, ale nie żałuje tego, bo z każdego miejsca wyniosłam nowe umiejętności i nową wiedzę. W TVP nauczyłam się pracy pod presją czasu, otwartości i dykcji, w agencji reklamowej nauczyłam się pobudzania swojej kreatywności, podszkoliłam tam warsztat pisarski, prowadząc firmę zajmującą się e-sprzedażą, nauczyłam się handlu i obsługi platform sprzedażowych, a będąc urzędnikiem nabrałam pewności w kontaktach międzyludzkich. Wszystkie miejsca pracy nauczyły mnie tego, jak być dobrym pracownikiem.

K.M.:  Twoje miasto rodzinne, interesowałaś się jego historią?

A.Z.: W zasadzie jestem zupełnym ignorantem w tym zakresie i ze wstydem przyznaję, że nie. Mimo mojej niewiedzy historycznej, określam siebie jako lokalnego patriotę, nie wyobrażam sobie zamieszkania z dala od domu rodzinnego, bo to tu jest i zawsze będzie moje miejsce.

K.M.:  Miejsca do których często wracasz ?

A.Z.: Miejscem, do którego moim marzeniem jest wrócić, jest Islandia. To kraj, który wyzwalał we mnie wszystko, co najlepsze. To skarbnica pasji, wrażeń i marzeń. To kraj, w którym musiałabym mieszkać, gdyby moje życie nie było aż tak poukładane, a ja nie byłabym tak bardzo przywiązana do Polski. Często wracam w góry. Zdecydowanie częściej niż w jakieś miejsca łatwiej przyswajalne. Góry mają w sobie to coś, co wywołuje satysfakcję, zadumę i pozwala na największy zachwyt nad pięknem tego wszystkiego, co nas otacza.

K.M.: Kto miał największy wpływ na Twoje życie ?

A.Z.: W latach mojego dzieciństwa to oczywiście rodzice wywarli największy wpływ na to, jakim stałam się człowiekiem. Teraz na pewno moja córka. Rodzina. Mąż. Kiedyś duży wpływ na moje życie miały poszukiwania. W sensie szukanie tego, co sprawi, że poczuje się szczęśliwa. Nigdzie nie potrafiłam zaznać swojego miejsca na dłużej, bo nigdzie nie czułam się szczęśliwa. Teraz jestem bez ogródek najszczęśliwszą kobietą pod słońcem i to osoby, od których moje szczęście jest zależne, mają największy wpływ na moje życie

K.M.: Jak oceniasz rok 2016 ?

A.Z.: Najpiękniejszy. Jako młode małżeństwo wprowadziliśmy się z mężem do własnego domu. Zaszłam w ciążę. Urodziłam córeczkę Zosię. Wydałam książkę. Otworzyłam z rodziną restaurację. Żyć, nie umierać – oby szczęście sprzyjało mi i w 2017 roku.

K.M.:  Najważniejsze wydarzenie minionego roku ?

A.Z.: Spośród wszystkich wymienionych w poprzednim pytaniu bezsprzecznie najważniejsze jest tylko jedno – narodziny mojej córki.

K.M.: Wspólnie wybraliście imię ? czy to była jednoosobowa decyzja?

A.Z.: To była nasza wspólna decyzja, oboje z mężem jesteśmy raczej tradycjonalistami, dlatego postawiliśmy na typowo polskie imię Zofia, piękne w swojej prostocie.

K.M.:  Jak oceniasz sytuację w kraju i na świecie?

A.Z.: To rozmowa na cały wieczór i wiem, że jeżeli zaczęłabym z Tobą bądź kimkolwiek innym rozmawiać na ten temat, to nie starczyłoby nocy, by omówić wszystkie kwestie. Sytuacja w naszym kraju ma się źle, ale czy kiedyś była dobra? Polacy nie znają dobrych sytuacji, są nauczeni, że muszą walczyć o swoje, naszą mentalnością jest narzekanie, wieczne problemy z tym, że ktoś ma więcej niż mamy my sami. Ktokolwiek by nami nie rządził, to i tak spotka się z dezaprobatą. Tacy jesteśmy. Aktualnie w polskiej scenie politycznej dobre jest jedynie to, że szanujemy się i nie pozwalamy, by w nasze szeregi weszli ludzie podejrzani typu Syryjczycy czy inni „ciapaci”. Jesteśmy patriotami i wiemy, z czym wiąże się nadmierne wymieszanie narodów – chaos, terroryzm i anarchia. To, co dzieje się aktualnie w świecie. Chcę być obywatelem Europy czy całego świata, a jednak okoliczności, które zaistniały w pobliskich państwach sprawiają, że coraz bardziej zaczynam kochać swoją małą ojczyznę bez obcych, niebezpiecznych narodów. Wiem, że zagrożenie stanowią jedynie wybiórcze jednostki, a jednak wolę swoje wakacje spędzać w krajach o niskim stopniu zagrożenia terrorystycznego. Tak na wszelki wypadek.

K.M.: Obawy i nadzieje na przyszłość ?

A.Z.: Mam nadzieję, że mój nowo otwarty biznes przyniesie profity i nie będę musiała się martwić o przyszłość dla swojego dziecka. Obawiam się w tym zakresie przede wszystkim polityki podatkowej państwa, która dąży do tego, by jak najwięcej zabrać przedsiębiorstwom i nic, zupełnie nic nie dać w zamian. Obawiam się także o to, że Polaków zwyczajnie nie będzie stać na stołowanie się poza domem i w związku z tym utracimy wielu klientów. Mam nadzieję, że w końcu zawodowo zagrzeję miejsce gdzieś na dłużej i okaże się to strzałem w dziesiątkę, a przy okazji będę znajdywać czas dla męża, córki i jej przyszłego rodzeństwa. 

K.M.:  Jaką ostatnio przeczytałaś książkę ?

A.Z.: Ostatnią książką przeczytaną przeze mnie był „Harry Potter i przeklęte dziecko”. Uwielbiam całą serię, czytałam wielokrotnie, a więc i tej pozycji nie mogłam sobie odpuścić. Bardzo żałuję, ale ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na czytanie książek. Mimo to staram się wygospodarować czas na relaks z książką w ręku.

K.M.: Poproszę o pierwszą myśl gdy słyszysz :

A.Z.:
 WiaraW Boga. Jedynego i Wszechmogącego.
 Nadzieja – Na bezpieczną przyszłość, ze stabilną pozycją finansową i szczęśliwymi buziami najbliższych.
 Miłość – Mąż, córka. Rodzina.
 Rodzina – Mąż. Córka. Rodzice.
 Ojczyzna – Solidarność. Regionalizm. Wszyscy razem przeciw całemu światu.
 Polska – Tu się urodziłam. Tu żyje. Tu jest moje miejsce. Tu moja miłość.
Przyjaźń – Zaufanie ponad wszystko.
Praca – Najlepiej by była związana z pasją, a jak nie jest, to niech chociaż sprawia przyjemność.
Życie – Mamy tylko jedno. Więc wykorzystajmy je odpowiednio.
Nienawiść – Jeżeli ktoś by spróbował skrzywdzić tych, których kocham, to wtedy czułabym nienawiść.
Wojna – W imię czego? Nie ma słusznego powodu.

K.M.: Gdzie się widzisz za 10 lat?

A.Z.: Widzę się na stanowisku doświadczonego menedżera dobrze prosperującej restauracji z głową pełną pomysłów. W wolnych chwilach pewnie dalej będę pisać. Widzę się w roli matki dojrzewającej wówczas córki i w roli żony z dwudziestoletnim już stażem związku. Mam nadzieję, że za 10 lat niewiele rzeczy ulegnie zmianie.

K.M.:  Mógłbym liczyć na krótką recenzję mojej poezji ?

A.Z.: Opierając się na tym, co pamiętam, przeczytawszy kilka utworów – jest potencjał, są możliwości, jest pomysł. Teraz najważniejsze, by ten pomysł wprowadzić w życie, by nadać temu wszystkiemu pionierskość. Nowatorski zwrot akcji w utworach, nietypowy zlepek słów, coś, co pozostanie w pamięci na długo. Nie jestem żadnym znawcą, czy specjalistą w tej dziedzinie, ale okiem amatorskiego krytyka stwierdzam, że koncept Twoich utworów jest bardzo dobry i ciekawy. Życzę Ci, by już niebawem Twoje utwory stały się ogólnodostępne!