Lęk jest czymś co rozrywa od środka. Pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie. Strach szybko przemija, lęk pozostaje przez długi okres, czasem może trwać kilka dni.

DSC_0387W łagodnej formie, ma się odczucie jak gdyby ktoś stał za plecami. Czasem staje się męczący. Napinają się mięśnie. Z każdą chwilą coraz mocniej zaciska się szczęka. Czasem mam wrażenie, jak gdyby ktoś chciał wyrwać mi ręce czy nogi. Drżenie, niekontrolowane odruchy to już norma. Na końcu pojawia się ścisk, płacz i chęć przepraszania za to że się żyje.

Atak paniki przypomina zawał serca. Gdy go doświadczam, to wiem, że przez kilka dni będę chodzić nieprzytomny, a w najlepszym razie przez cały dzień zmęczony i śpiący niezależnie ile bym spał. Lekkie skaleczenie urasta do ogromnego wypadku.

Początki

Wystarczyło kilka wydarzeń, pojawienie się w złym miejscu i zgoda na coś co wydawało się niegroźne a jednak … położyło się cieniem na całym życiu. Kto by pomyślał, że tak nieznaczące chwile, mogą powodować tak ogromne spustoszenie. Z czasem gdy człowiek traci zaufanie, zatraca się w nałogach. Moim światem, stał się komputer. Dzięki niemu, a może głównie przez niego… z roku na rok pragnę się coraz bardziej wyizolować. Siedząc gdzieś w małym pokoju, lęk staje się odległy. Nie muszę odpowiadać, czy w ogóle rozmawiać. Im mniej się przebywa pośród ludzi, tym bardziej czuję irytację gdy muszę wyjść z domu. Swoją drogą, wiele dały mi wciąż powtarzane od dzieciństwa słowa: „Jesteś taki sam jak… czy też co ludzie powiedzą, bądź ludzie się z ciebie śmieją. Najprawdopodobniej, bo nie jestem w 100% pewny, sprawiło że mocniej osiadłem w wirtualnym świecie. Od ostatniej klasy podstawówki, z roku na rok, narasta myśl o śmierci. O tym, żeby w końcu stać się panem własnego życia. Zakończyć ten kiepski film, przerywany od czasu do czasu przez Deja Vu. Nikt chyba nie chce się czuć jak marionetka.

Często wspominam o podróżach czy ogólnie o swoich marzeniach. Jednak rzeczywistość jest bardzo odległa od tego. Moi znajomi konsekwentnie realizują swoje plany. Ja wciąż siedzę w szklanej kuli, bojąc się własnego cienia. Czuję, że w przeciągu następnych kilku miesięcy, dojdę do tego etapu, że wyjście z domu stanie się wydarzeniem. Każdy śmiech odczuwam personalnie, a w chwilach gdy wydaje mi się że już jest w porządku robię wszystko by pokonać swoje kompleksy czy lęki. Jednak to co ma mi pomóc w pokonaniu swoich demonów, ma całkowicie odwrotny skutek. Wchodzenie w relacje, tylko po to by się bardziej upokorzyć. Zrobiłem wiele by siebie bardziej znienawidzić. Jedynie gniew jest silniejszy od lęku. Jednak bardzo szybko wypala od środka. Człowiek płonie jak pochodnia, po czym pozostaje jedynie pusta skorupa.

Z pewnych powodów straciłem zaufanie najpierw do siebie później do najbliższych. Wiem… człowiek potrzebuje, by komuś zaufać. W chwilach załamania, zaufałem wielokrotnie nieodpowiedniej osobie. Tak było w dzieciństwie, później w gimnazjum czy liceum. Zaufanie komuś całkiem obcemu, by z czasem dostać mocny cios w twarz. 

Pisanie wierszy stało się, szybkim wyrzuceniem tego co w danej chwili czułem. Emocje stały się czymś wrogim, przez to staram się odrzucić wszelkie. Od czasu do czasu, będąc zalewanym falą całej gamy. Począwszy od euforii na przygnębieniu kończąc.

Czego się boję?

W dzieciństwie, bałem się złożyć życzenia urodzinowe. Język gdzieś uciekał, nastawała pustka w głowie. Czasem to wynikało z tego, że nie potrafiłem się porozumiewać w języku obcym. Później doszło do tego, lęk by wysłać list… każdy napisany wydawał się pretensjonalny. A gdybym poprosił rodziców o pomoc w wysłaniu, czułem się wręcz upokorzony czy też przepełniał mnie wstyd… Gdy pojawiła się nienawiść, pojawił się strach przed tym by przedstawić swoje racje, czy choćby zadzwonić by się o coś zapytać. Co jeśli dana osoba ma jakieś ważne spotkanie, czy też śpi… A nie daj, właśnie prowadzi samochód. Przecież jestem nikim, by komuś przeszkadzać. Wciąż robię wiele szumu, jakieś projekty i niczego nie kończę. Wszystko się zaczyna w chwili euforii … do chwili gdy znów wracam na stare śmieci i w głowie szaleje chaos i te myśli… napędzające strach … lęk … nie wiadomo przed czym i przed kim.

Postaram się z czasem uzupełniać ten wpis, gdy znajdę sensowne słowa… Ważne jest dla mnie, jeśli macie jakieś pytania, a tym bardziej swoje własne przemyślenia by pozostawić je w komentarzu. Dzięki temu wiem że ktoś czyta moje słowa…. że nie są pozostawione w eterze…

Ps. jednego dnia, postanowiłem, czy też założyłem się sam ze sobą … że udowodnię wszystkim, że się co do mnie mylili i stanę na nogi, nawet gdy sięgnę dna…

Chyba jednak się poddam, stojąc na tym dnie, perspektywa jest inna niż w chwili gdy się zakładałem że nic mnie nie załamie, nie dotknie mnie depresja. Przecież jestem taki silny (i głupi zarazem)

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj